• wiadomości
  • wydarzenia
  • kultura
  • rozrywka

Komentarze, felietony

Słowa miewają magiczną moc. Pamiętne „Panie marszałku, kochany!”, wypowiedziane przez posła Platformy Obywatelskiej w grudniu ubiegłego roku doprowadziły do kryzysu parlamentarnego. Te, które padły podczas poniedziałkowej sesji rady miejskiej, też narobiły niemałego bałaganu.

Właściwie na dniach rozstrzygnięty zostanie konkurs na dyrektora Radomskiej Orkiestry Kameralnej. Miasto zdecydowało się nie przedłużać kontraktu obecnemu szefowi zespołu Maciejowi Żółtowskiemu. I mimo, że mamy do czynienia z materią – wydawałoby się – daleką od politycznej, polityka wkradła się i do tej sfery. A przecież muzyka to piękno i czysta gra. Ale – to już nie wrażenie, to pewność – ktoś tu fałszuje.

Dzisiaj, poniedziałek 5 czerwca, godzina około 11.15. Jadę Malczewskiego na konferencję Prawa i Sprawiedliwości, do tzw. kamienicy poselskiej w Rynku. Na skrzyżowaniu z Kelles-Krauza i Wernera mam zielone światło. Ale słyszę ostrzegawczy sygnał dźwiękowy; zwalniam i jednocześnie wypatruję z przodu karetki albo policji. Nic nie ma.

Tunel świetlny na deptaku ma być tegoroczną przed- i świąteczną atrakcją Radomia. Dziewięć metrów wysokości, ponad 100 długości i 55 tys. błyszczących diod, Zapowiada się nieźle, zobaczymy jaki będzie efekt. Ja proponuję przyjrzeć się gotowej już bożonarodowej dekoracji… w Brukseli.

Rozwój przedsiębiorstw, spadek bezrobocia, program drogowy, budowa obiektów sportowych i polityka senioralna – prezydent Radosław Witkowski rozlicza się na półmetku kadencji z wyborczych obietnic. A jak ten okres oceniają radni?

Niedaleko szpitala – a więc miejsca, gdzie z definicji pomagają chorym – znaleziono nieżywego mężczyznę. W aptece zaś – reklamę w formie… nekrologu.

Życzę zdrowia, także przedświątecznie. I mimo naturalnego krytycyzmu, a nawet jadu felietonisty, także wobec, a może szczególnie, lokalnej władzy, dzielę się z nią opłatkiem. Wirtualnie.

Meble kolonialne, czy empire? Nie, żadne zagadnienia związane ze stylem w sztuce (dodajmy – wywodzącym się z Francji i nawiązującym do cesarstwa Napoleona) nie zaprzątały uwagi radnych, bo przecież sesja zwołana została w celu zgoła zupełnie innym niż meblarstwo. A jednak…

Zazwyczaj w sezonie ogórkowym popełniam (to tak fajnie brzmi, lepiej niż „piszę”) felieton związany z wakacjami, urlopami i tzw. plażą (żeby, używając dziennikarskiego slangu, nie powiedzieć mocniej) informacyjną.

„Papier wszystko przyjmie” – mawiało się w czasach, gdy ludzie czytali niemal powszechnie książki i gazety. Oznaczało to – objaśnię (bo dziś, kiedy nie czyta się już tak powszechnie książek, a gazet prawie wcale, trzeba robić specjalne przypisy, by tekst był zrozumiały) – że można wypisywać oraz wydrukować każdą bzdurę. Dziś parafrazując (co to parafraza? Spytaj Google) to powiedzenie rzec by można „sieć wszystko przyjmie”.